Dlaczego publikacja zdjęć dzieci ze świadectwem to zły pomysł?

Koniec roku szkolnego to dla wielu rodzin moment dumy i chęć podzielenia się sukcesami dzieci w internecie. Warto jednak pamiętać, że publikacja zdjęcia świadectwa może ujawniać nie tylko wyniki w nauce, ale też dane osobowe dziecka, nazwę szkoły, jego wizerunek, a czasem nawet lokalizację. Wyjaśniamy, z jakim ryzykiem to się wiąże i dlaczego lepiej dobrze przemyśleć taki post.
Pełna utrata kontroli nad zdjęciami następuje natychmiastowo i w chwili dodania ich do sieci. Złudzeniem jest, że zobaczą je tylko znajomi ponieważ inni użytkownicy mogą je udostępniać, przechowywać i powielać. To trwały ślad. Tożsamość cyfrową dziecka budujemy przez lata, a co gorsza – na początku bez jego zgody. Dodatkowo nie wszystkie serwisy usuwają metadane. To oznacza, że ze zdjęcia można odtworzyć datę, godzinę, miejsce jego wykonania, a nawet kierunek z kompasu.
Zdjęcie samego świadectwa to kompletna teczka danych w jednym kadrze. Łatwa do znalezienia w przyszłości na podstawie konkretnej daty i dodanych hashtagów. Świadectwo szkolne ma kilka wzorów (w zależności od promocji do kolejnej klasy lub ukończenia szkoły oraz trybu nauczania).
Jedno zdjęcie świadectwa może ujawnić:
- imię i nazwisko
- PESEL
- nazwę szkoły
- datę urodzenia
- wizerunek dziecka
- niekiedy numer z dziennika
Taki zestaw danych przeważnie byłby zlepkiem kilku wycieków danych, na temat których informujemy na bieżąco. W tym wypadku wszystko podane jest „na tacy”. To, co dla autora jest powodem do dumy, dla oszusta może być gotowym zestawem danych, a dla rówieśników — materiałem do nękania lub ośmieszania dziecka.
Poniżej opisane są realne ryzyka, do których może doprowadzić „niewinne” na pozór zdjęcie przesłane do sieci.
Kradzież tożsamości dziecka – bomba z opóźnionym zapłonem
Skutek tego zagrożenia może przyjść dopiero po latach. Mając numer PESEL i imiona rodziców oszust może sfałszować dowód osobisty. To w wielu przypadkach wystarczy do wzięcia pożyczki, zaciągnięcia kredytu lub założenia działalności gospodarczej. Dziecko jest idealną ofiarą, bo nie ma historii kredytowej. Istnieje spora szansa, że nie korzysta z rządowej usługi zastrzeż PESEL. Sprawa może wyjść na jaw dopiero po kilku miesiącach, przy próbie zaciągnięcia kredytu studenckiego. W efekcie dziecko na start może otrzymać… cudze długi oraz wpis do rejestru dłużników.
Wszystkie problemy, które wynikają z „niewinnego zdjęcia” zostają przypisane ofierze – w żadnym wypadku osobie, która takie zdjęcia publikuje. Jaka jest więc odpowiedzialność, jeśli takie zdjęcia publikują również szkoły na swoich profilach? Komu przypisać odpowiedzialność po latach?
Ryzyko seksualizacji wizerunku dziecka
Zdjęcia publikowane przez szkoły, rodziców i same dzieci bywają przerabiane (coraz częściej przy użyciu sztucznej inteligencji) i zamieszczane w sieci w kontekście seksualnym. Tego typu narzędzia określa się jako „nudify”. To gotowe modele AI, które seksualizują przesłany obraz do formy zdjęcia lub filmu, który nigdy nie miał miejsca. Takie przypadki nie są abstrakcją, ale przestępstwami zgłaszanymi policji. Klasyfikuje się je jako:
- jako podszywanie się i naruszenie prywatności (art. 190a KK)
- jako utrwalanie nagiego wizerunku bez zgody (art. 191a KK)
- jako pornografię z udziałem małoletniego (art. 202 KK)
Geolokalizacja i namierzanie rodziny
Nazwa szkoły zdradza jej adres, a więc i okolicę, w której zamieszkuje dziecko. Czasem możemy nie znać przyczyny dołączenia nowego ucznia do szkoły czy klasy. Powodem może być np. ucieczka przed przemocowym rodzicem, a takie zdjęcie zdradza lokalizację. Tego typu przypadki w Polsce zdarzały się już wielokrotnie.
Dzieci rodziców, którzy wykonują zawody podwyższonego ryzyka (np. policjant, sędzia, prokurator czy pracownik służby więziennej), są narażone na zemstę ze strony osób z półświatka kryminalnego. W takiej sytuacji wystarczy wyszukiwać po nazwisku i mieście, aby znaleźć konkretną szkołę.
Cyberprzemoc – jak zdjęcie może zostać wykorzystane przeciwko dziecku
Świadectwo na rewersie zawiera oceny (lub czerwony pasek na awersie). Takie zdjęcia często bywają przerabiane przez rówieśników, aby ośmieszyć konkretną osobę. Przekazując zdjęcia do sieci, dajemy gotowy materiał dla ich wrogów.
Ani system prawny, ani instytucje szkolne nie nadążają za tymi zmianami. Oznacza to, że ofiara bardzo często jest bezradna i nie może liczyć na rozwiązanie problemu przez instytucje. Skoro ochrona po fakcie zawodzi, to realną tarczą obronną jest niepublikowanie zdjęć.
Zanim opublikujesz zdjęcie swojego lub cudzego dziecka w internecie, warto zadać sobie kilka pytań
- Po co chcę opublikować to zdjęcie w internecie?
- Czy naprawdę kontroluję, kto będzie miał do niego dostęp?
- Czy nie narażam w ten sposób dziecka lub jego rówieśników?
- Czy chciałbym, żeby ktoś opublikował takie same zdjęcie ze mną?
- Czy chcę by to zostało w cyfrowym śladzie na lata?
3 rzeczy, których nie publikuj na zdjęciu dziecka:
- Zrób kadr bez twarzy albo ja zasłoń. Pamiętaj! Jeśli dodajesz emotikonkę w aplikacji w miejscu twarzy, to do sieci najpierw przesyłasz pełne zdjęcie.
- Zasłoń wszystkie dane na świadectwie i innych dokumentach.
- Nie ujawniaj miejsca i czasu (choć na podstawie zdjęcia wiele można wydedukować).
Jeśli już musisz, udostępniaj zdjęcie w zamkniętych grupach na komunikatorach, a nie otwartych kanałach, takich jak media społecznościowe. Ograniczaj krąg odbiorców. A najbezpieczniej po prostu nie publikować tego typu zdjęć.


