Zaloguj się do usług
bezpieczeństwa
5 sierpnia 2020
[Raport CERT OPL] Nienawiść była i będzie zawsze

Mniej więcej w połowie ubiegłego roku zaczęliśmy publkować na naszej stronie artykuły z ostatniego Raportu CERT Orange Polska. A jako, że ostatnio (wakacyjne nastroje?) aktywność przestępców w sieci Orange Polska spada, dlaczego by nie wykorzystać sytuacji i nie wrzucić czegoś ciekawego do czytania?

Zaczynamy na "miękko", od psychologicznych rozważań Michała Rosiaka, czy "dzisiejsza młodzież" w erze internetu to inna młodzież, niż ta z czasów offline? Oczywiście jak zawsze zapraszamy do lektury całego raportu, który znajdziecie tutaj.


„Kiedyś to było!”, „Ach, ta dzisiejsza młodzież...”. Znacie pojęcie juvenoi? Ukuty przez socjologa Davida Finkelhora zwrot oznacza przesadzony lęk, wynikający z wpływu zmian społecznych (przede wszystkim mediów społecznościowych). Czy jest zatem się czego obawiać? Czy dzisiejsze czasy, gdy nasze dzieci są „digital natives”, a sieć jest immanentną częścią ich życia, będą mieć nieodwracalny wpływ na ich psychikę? Wreszcie – czy w aspekcie pokus i ryzyk XXI wiek tak bardzo różni się od lat 70./80. ubiegłego stulecia?

„Dla beki”

Wyobraźcie sobie taką sytuację, która faktycznie miała miejsce w jednej ze stołecznych szkół. Do VIII klasy przychodzi nowa uczennica, ze sporym wyzwaniem wdrożenia się w funkcjonującą już od początku szkoły grupę rówieśniczą. W dzisiejszych czasach bycie skrytym też nie pomaga. W efekcie jeden z uczniów zakłada konto na Facebooku na fałszywe dane, wciągając koleżankę w dyskusję, o – nazwijmy to – podłożu romantycznym. Miłe słowa, komplementy, a w założeniu: umówienie się z nią na randkę w miejscu publicznym, wyłącznie w celu „wystawienia” ofiary. Gdy ta pojawi się na miejscu i zaniepokojona zacznie rozglądać za amantem – nakręcenie z ukrycia filmu i dalsze rozpowszechnianie go wśród uczniów. Po co? „Dla beki” rzecz jasna. Jedni powiedzą, że dla przyjemności ujrzenia cudzego cierpienia, inni – że ze zwykłej młodzieńczej głupoty, czy dla podbudowania własnego ego. Ostatecznie cała zaplanowana akcja nie udała się do końca, gdy dowcipnisia wydali bierni obserwatorzy, po tym, gdy znudził się flirtowaniem i ni z tego nie z owego przeszedł do wulgarnego obrażania ofiary. Wtedy znaleźli się uczniowie, którzy uznali, że sprawy zabrnęły za daleko i poinformowali o całej sprawie dorosłych.

Kiedyś karteczki, teraz komunikatory

Brzmi strasznie? Trzeba przyznać, że przynajmniej nie najlepiej. Nie sposób nie współczuć ofierze, można się cieszyć, że cała sytuacja zakończyła się dla niej nieco mniejszą traumą. Pytanie jednak, czy za fakt, iż to wszystko w ogóle się zdarzyło, należy winić internet? Czy w latach 80., gdy sam byłem w wieku młodzieży z opisywanej historii, takie rzeczy nie miały miejsca? Sieć dała tylko dodatkową płaszczyznę działań, natura zachowań nastolatków pozostała niezmieniona. Do tego, co dzisiaj piszemy przy użyciu anonimowego konta na Facebooku, kiedyś wystarczyły małe karteczki, podawane z ławki do ławki wtedy, gdy nauczyciel, nie patrzył. Co gorsza – wtedy od razu wszyscy widzieli, kto dostał kartkę, otwarcie obserwując reakcje ofiary. Dzisiejsza młodzież wcale nie jest gorsza od poprzedniego pokolenia, a co do technologii – wręcz zaryzykowałbym stwierdzenie, że mogą pomóc. Tak, jak co roku podczas kończącej konferencję Safer Internet otwartej debaty biorący w niej udział rozmawiają o cyber-przemocy, tak ja chętnie stanę w kontrze i powiem: „Nie przesadzajmy!”. Nie bez przyczyny wspominałem na początku artykułu o digital natives, o tym, że dla młodzieży lat 20. XXI wieku internet jest naturalnym środowiskiem. Dlatego oni, mówiąc o swoich dzieciach, to nie w sieci będą szukać źródła problemów.

Smartfon to nie demon

Nie demonizujmy internetu, nie demonizujmy technologii, nie bójmy się jej. Nauczmy się z nią żyć, postarajmy się, by wniknęła w nasze życie (tego nie unikniemy) na naszych prawach. Czy opisana w artykule historia zdarzyłaby się, gdyby nie było Facebooka? Oczywiście, że tak, wyglądałaby tylko nieco inaczej. Mowa nienawiści (nie anglojęzyczny neutralny w wydźwięku „hejt”, który swoim brzmieniem nie niesie odpowiednio dużego ładunku emocjonalnego) istnieje od początku ludzkości, niezależnie od tego, jak rozwijają się technologie. Co więcej, dzięki technologiom dotarcie do młodzieży nigdy nie było takie łatwe! Wystarczy wyjść ze sztampy, do której przez lata się przyzwyczailiśmy, może warto zacząć od tego, żeby nie traktować telefonu w szkole jak wroga? Zamiast wbijać w młodzież archaiczne podejście, że technologia to zło, zacząć regularnie używać ją na lekcjach? Dając możliwość wykorzystania telefonu w dobrym celu nie tylko wyjdziemy z narracji przedstawiającej go jako wymysł szatana, ale też damy młodzieży szansę użycia smartfonu kreatywnie, a nie tylko jako konsoli do gier, ekranu do Youtube i XXI-wiecznej wersji słanych przez salę lekcyjną karteczek. Co więcej, jeśli zainteresujemy ich i zajmiemy im czas „dobrymi” użyciami smartfonu, na te głupie może im go po prostu zabraknąć. I nikt nie będzie tego żałować.


Zgłoś incydent

Załącz plik

(jeśli zgłaszasz przypadek phishingu, zapisz mail (przesuń go z programu pocztowego na pulpit komputera lub wybierz opcję plik/zapisz jako), a następnie załącz)

Nie jestem człowiekiem
Jeśli zgłoszenie dotyczy bezpieczeństwa dzieci, zgłoś je również pod http://www.dyzurnet.pl